Wróciłyśmy do domu. Pierwsza część wakacji za nami. Spędziłam z Hanią, moją Mamą i siostrzeńcem Iwusiem trzy piękne tygodnie w "naszych" Górach Świętokrzyskich. Nie było lekko :) Dwoje kochanych, przeuroczych łobuzów dało nam w kość :) Iwuś dwuletni superbohater, z ogromną wyobraźnią, żądny przygód, uwielbiający wszelkie eksperymenty z przelewaniem i wylewaniem wody, herbaty, mleka i wszelkich innych płynów oraz Hania jedenastomiesięczna torpeda, przemieszczająca się coraz szybciej i coraz dalej, ciekawa wszystkiego...
Gdy dwa żywe srebra późnym wieczorem zasypiały - my ogłuszone ciszą, nawet nie miałyśmy siły rozmawiać :) Te trzy tygodnie to był bardzo dobry czas wypełniony wycieczkami, spacerami, szaleństwem od rana do nocy na świeżym powietrzu. Małymi przyjemnościami. Było ich dużo dla dzieci, ale sporo też dla nas :) Nasze małe przyjemności... zerwany bukiet na łące, koszyk czereśni, uroczy wyszywany obrus wyszperany w second handzie, piękny kadr w aparacie, kawa na tarasie z widokiem na las...
Czerwcowe, czereśniowe zbiory.
Bodzentyn w poniedziałek (dzień targowy). Intensywnie spędzony czas i krótka regeneracja sił w drodze powrotnej do domu :)
Na trasie- wiatrak typu holenderskiego Swarszowice.
Hania zaczęła coś tłumaczyć Iwusiowi, a on albo nie zrozumiał, albo niezainteresowany tematem postanowił... założyć jej kapelusz :)
Takie piekarnie jeszcze istnieją :) Bodzentyn




















