poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Red summer...

Moje tegoroczne zbiory czerwonej porzeczki :) Była taka piękna na krzaczku, że szkoda było ją zrywać. A teraz zbierałam ją w pośpiechu, przed wyjazdem na wakacje, aby te piękności nie opadły. 











Szybko wyszukałam w internecie przepisy na ciasta z czerwoną porzeczką. Jedna połowa zagospodarowana została do ciast, druga czeka w zamrażarce na inspiracje:) Ciasta przepyszne, serdecznie polecam. Orzeźwiające, letnie i lekkie. Ciasto cytrynowe z czerwoną porzeczką i kruche ciasto z porzeczkami i budyniem. 









wtorek, 25 czerwca 2013

Weekendowe kadry


Kilka migawek z minionego weekendu. Krótka wycieczka rowerowa i pyszne 
ciasto rabarbarowe z kruszonką Bajaderki wg. Bea w kuchni. Polecam, pyszne :)
















poniedziałek, 10 czerwca 2013

Truskawki, piwonie i moja wyspa...



Sezon truskawkowy oficjalnie rozpoczęty. Z pierwszym w tym roku biszkoptem z truskawkami i galaretką czekałam na słońce. Galaretka nie komponuje mi się z deszczem i zimnem. Dłuuugo czekałam, ale jest i SŁOŃCE :)





Ostatnio inspiracje do pieczenia czerpię ze strony Dorotki. Cudowne przepisy, piękne zdjęcia, wszystkie ciasta jak do tej pory udane -odpukać :)
Gorąco polecam przepis na biszkopt rzucany- rewelacyjny. Bez proszku do pieczenia, puszysty, nie opadający.

Biszkopt nasączony ponczem (1/2 szklanki przegotowanej wody, sok z cytryny, rum i cukier puder do smaku), wyłożony kremem (200 ml śmietanki 30% zmiksowanej z serkiem mascarpone i 3 łyżkami cukru pudru), truskawkami i zalany tężejącą galaretką. Polecam - proste, szybkie i pyszne.




Kwitną piwonie- szkoda, że tak krótko. Muszę napatrzeć się na nie i nasycić ich piękną wonią, żeby wystarczyło mi na rok. Uwielbiam te kwiaty. Pięknie wyglądają, wydaje mi się, że są zlepione z setek piór, cudownie pachną. Wiele osób ma podobne skojarzenia dotyczące zapachu piwonii. Zazwyczaj jest to uroczystość Bożego Ciała- dziewczynki sypiące kwiatki, koniec roku szkolnego, początek wakacji. Mi się wydaję, że moje dzieciństwo pachniało piwoniami czuję w nich zapach beztroski. Pamiętam upalne, czerwcowe dni, gdy po dniu spędzonym u babci na działce, wracałyśmy z mamą i siostrą autobusem do domu z wielkimi bukietami piwonii. Dzieciństwo, działka babci. Fajne czasy :) 






Rozmarzyłam się... :) A jeżeli o marzeniach to moje wnętrzarskie się ziściło:)
Oto i ona wyspa STENSTORP (Ikea), już jest moja:)




Nawet nie myślałam, że będzie miała tak wiele zastosowań:) Mój kochany siostrzeniec Iwuś uciął sobie na niej popołudniową drzemkę.





Dobranoc...



czwartek, 6 czerwca 2013

Wianki




Znacie staropolski zwyczaj święcenia wianków i bukietów, który odbywa się  ostatniego dnia oktawy Bożego Ciała? Tego dnia w czwartek, kapłan święci wianki i bukiety sporządzone z pierwszych kwiatów i ziół leczniczych. 

To właśnie dzisiaj kończy się oktawa Bożego Ciała.
Wianki i bukiety są symbolem ludzkiej pracy, a jednocześnie utożsamiają dar Boży służący ludziom i wszelkim stworzeniom. Podczas święcenia ziół wznoszone są modlitwy o opiekę nad polami i o dobre zbiory. 
Poświęcone wianki po przyjściu z kościoła wiesza się w domach i obejściu, bukiet zasusza się i zioła z niego służą przez cały rok do leczenia. Jest to bardzo stary zwyczaj.






Do święcenia zbiera się takie zioła jak:
Rozchodnik – do okadzania chorych miejsc
Macierzanka – na choroby kobiece, wianek wiesza się nad łóżkiem gdzie spała kobieta
Sporzysz – przysparza dóbr, bogactwa, wianek wiesza się w stodole, domu chlewach aby „sporzył” czyli zapewniał pełną stodołę, chlewy, bogactwo w domu  
Rumianek - w bukiecie, na przeziębienia, do przemywania ran
Kwiat czarnego bzu hyćki – do bukietu,  na przeziębienia  
Kwiat białej róży – do bukietu, do okadzania , szczególnie na trudno gojące się rany
Kwiat lipy –  do bukietu, na przeziębienia
Grzmotnik – na wianki, wianek wiesza się na strychach, w stodołach , chroni przed uderzeniem pioruna
Czarcie żebro – do bukietu, rzadko robiono też wianek, do przemywania w razie „rzucenia złego uroku” (ociotowania)
Dawniej świecono również inne zioła (np. tzw „wstążki N.M.P”, „włoski św. Józefa”, „ziele św Benona”, „koraliki”, dzikie głździki) i inne kwiaty, które wykorzystywano do zaparzania na napary w celach leczniczych (tak ludzi jak zwierząt) oraz do kadzenia (palenia)  na różne niebezpieczeństwa i pomór zwierząt. Wierzono, że zioła poświęcone mają większą moc leczniczą.
http://www.bukowiec-gorny.pl/zwyczaje-i-obrzedy/63-wicenie-zio





Dziś z powodu zastąpienia niegdyś powszechnych ziół dostępnymi roślinami ogrodowymi i kwiatami cechy uzdrawiające wianka zdecydowanie się ograniczyły. Zatyka się je za obrazy świętych, nad oknami i w sieni. Do tej pory przypisuje się wiankom leczniczą moc i działanie ochronne, dawniej natomiast wierzono, że zapobiegają urokom i odpędzają czarownice. 
Zarówno poświęcone ziele z wianków jak i brzozowe gałązki wzięte z ołtarzy miały chronić przed burzą, uderzeniami pioruna i pożarów, a także przed gradobiciem i szkodnikami na polach. 
Ukruszone ziele z wianków stosowano do sporządzania leczniczych herbat, mikstur domowych oraz do okadzania roślin i zwierząt. 
Wianek przechowywany jest przez cały rok, nie wolno go wyrzucić, bo jest poświęcony, po roku można go spalić. 
http://www.traditia.fora.pl/pan-jezus,18/oktawa-bozego-ciala,2229.html


Tak wyglądają moje wyświęcone wianki.





Dobrej nocy...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Ciągle pada

 Ostatnimi dniami deszczu nie brakuję, słońca jak na lekarstwo. Gdzieś pomiędzy deszczem majowym a deszczem czerwcowym udało nam się wybrać na przejażdżkę rowerową. Nie byłabym sobą gdybym nic z wycieczki nie przywiozła :). Zawsze coś po drodze wypatrzę, zatrzymuję wyprawę i daje nura w trawy. Czy są piękniejsze kwiaty od tych polnych i łąkowych?   









Z utęsknieniem czekam na promienie słońca..., chociaż ogród w deszczu też jest piękny- zobaczcie sami.














Otulona w ciepły koc, z kubkiem gorącego kakao życzę wszystkim SŁOŃCA :)



niedziela, 26 maja 2013

Niezapominijmnie...


Jest kilka równie prawdopodobnych historii związanych z pochodzeniem nazwy “niezapominajki”. 
Według mitologii germańskiej, gdy bóg nazywał wszystkie rośliny, małe niebieskie kwiatki krzyknęły: “Panie, nie zapomnij o nas!”; “Niezapominajki – tak będziecie się nazywać”. 
Inna legenda mówi, że mały Jezus powiedział do Maryi, że chciałby, by przyszłe pokolenia mogły zobaczyć kolor jej oczu, więc dotknął ich, poruszył ręką i na ziemi wyrosły niebieskie kwiatki. 
Jeszcze inna historia, tym razem romantyczna, wspomina rycerza, który spacerując ze swą lubą skrajem rzeki nachylił się, by zerwać dla niej niebieskie kwiatki; ciężka zbroja przeważyła go jednak, wpadł do wody i zaczął tonąć. Tuż przed śmiercią wyrzucił jeszcze trzymane w dłoni kwiaty i krzyknął: “nie zapomnij mnie” – kwiatkami były właśnie niezapominajki.
http://slowodnia.wordpress.com/2010/05/26/niezapominajka/















Niezapomnianej niedzieli :)

sobota, 30 marca 2013

Wiary i nadziei...


Życzę Wam i sobie wiary i nadziei. 
Dobrych Świąt.



Baranku Wielkanocny

Baranku Wielkanocny coś wybiegł z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda, że trzeba stać się bezradnym
by nie logiczne się stało

Baranku Wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda, że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu

Jan Twardowski






" WIARA I NADZIEJA

Subtelna różnica między wiarą i nadzieją czyni oba stany niewiarygodnie różnymi.
Wiara w coś dobrego - a nadzieja na coś dobrego. Już na ucho słychać tą drobną różnicę.
Nie trać nadziei, miej nadzieję, wszystko będzie dobrze... brzmi pocieszająco. Ale tylko pocieszająco! Słychać w tym wskazówkę: czekaj na odmianę losu, nie musisz się obawiać - sprawy i tak się ułożą.
Nadzieja to powód żeby przetrwać.
Nie warto oddawać się nadziei jeśli można mieć wiarę!

Wiara to powód żeby walczyć. Nawet jeśli zrządzenia losu układają się niepomyślnie - tam gdzie nadzieja dawno by umarła - wiara pozwala ciągle się przeciwstawiać.
Motto: „nie trać nadziei” trzeba zastąpić przez: „Wierz i walcz!”.
Nie ma co czekać, aż sprawy same się poukładają – może się ułożą, a może nie... Nadzieja jest pocieszeniem, a wiara jest wezwaniem.

Łatwiej jest dawać nadzieję niż wiarę.
Do nadziei wystarczy roztoczyć lepsze wizje, pobudzić złudzenia, obiecać wsparcie - dużo to nie kosztuje, a jest poczucie, że komuś można było pomóc. I rzeczywiście świat wydaje się wyglądać lepiej. Ale tak naprawdę świat wciąż jest taki sam. Więc po kolejnym niepowodzeniu nadzieja skończy się prawdopodobnie rozpaczą.
Żeby komuś dać wiarę to jest wyczyn!
Bo człowiek bez wiary i nadziei jest bezgranicznie słaby. A tu trzeba takiemu powiedzieć, że świat wokół niego sam się nie zmieni. Że trzeba wysiłku z jego strony. Nie wystarczy obiecać wsparcie - trzeba autentycznie wesprzeć i to mocno. Trzeba przygotować siebie i jego na niepowodzenia. Nie można skończyć na paru słowach pocieszenia i pójść do domu.
Rozbudzanie nadziei jest najtańszym sposobem pomocy. Jasne, że lepiej tak niż wcale. Ale dobrze, żeby istniała świadomość, że to naprawdę proteza pomocy.
Nadzieję i wiarę można też dawać sobie samemu. I wiara ma zdecydowaną przewagę nad nadzieją. Można sobie wmawiać, że wszystko będzie dobrze i jakoś żyć, ale można też się przygotować na większy wysiłek z wiarą w sens tego wysiłku - z wszelkimi niepowodzeniami po drodze.
Jak odróżnić wiarę od nadziei?

Nadzieja potrzebuje światełka w tunelu. Dopóki światełka się palą jest wola działania. Dopóki majaczy jakiś jaśniejszy cel. Kiedy światełka gasną pojawia się rozpacz.

Wiara sama jest światełkiem. Z wiarą można się poruszać nawet w całkowitej ciemności. Dopóki jest wiara dopóty jest kierunek i chęć. www.sikoraart.pl"